Categories
zdrowie

Zamknijmy targi żywych zwierząt!

Eksperci do spraw zdrowia publicznego i organizacje prozwierzęce z całego świata apelują do międzynarodowych władz o zamknięcie „mokrych targów” będących miejscem cierpienia zwierząt i źródłem rozprzestrzeniania się groźnych chorób zakaźnych. Pomóż nam odesłać je do historii.    

Categories
Cena futra Sklepy Wolne od Futer

Firmy odcinają się od przemysłu futrzarskiego

Jesteśmy dziś w Polsce (plasującej się na trzecim miejscu największego światowego hodowcy zwierząt na futra) bliżej zakazu hodowli futerkowych niż kiedykolwiek. Ustawa „Piątka Dla Zwierząt” jest ponownie rozpatrywana przez Sejm, czekamy obecnie na decyzję w sprawie przegłosowania lub odrzucenia poprawek Senatu.

Kryzys branży futrzarskiej

Branża futrzarska niewątpliwie jest w kryzysie. Spadający od kilku lat popyt na futra zwierzęce wiąże się ze zmianą nastrojów społecznych i rosnącą świadomością ludzi. Coraz więcej z nas sprzeciwia się zadawaniu zwierzętom cierpienia. Coraz więcej ma świadomość katastrofy klimatycznej i szkodliwych zanieczyszczeń, jakie fermy wywierają na środowisko. Przeciw budowie i rozbudowie ferm protestują lokalne społeczności, którym sąsiedztwo takich hodowli uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Wreszcie, futra są dziś produktem zupełnie nam niepotrzebnym.

Społeczeństwo a futra

Polskie społeczeństwo jest przeciwne hodowaniu zwierząt na futra. Według danych na wrzesień 2019 roku, 73,1 % obywateli i obywatelek zadeklarowało, że hodowanie i zabijanie zwierząt na futra nie powinno być w Polsce dopuszczalne. Ten odsetek stale rośnie.

Źródło: Badanie opinii publicznej

Aż 72,7 % mieszkańców wsi uważa, że hodowanie i zabijanie zwierząt dla futer nie powinno mieć w Polsce miejsca. W latach 2015-2020 w polskich gminach odbyło się przynajmniej 185 protestów przeciw budowie lub rozbudowie ferm futerkowych. Sąsiedzi ferm borykają się z niewypowiedzianym odorem, plagami much i hałasem uniemożliwiającym normalne funkcjonowanie, mówią też o zmniejszaniu powierzchni lasów, spowodowanym zanieczyszczeniami i źle składowanymi odchodami zwierząt. W okolicach ferm nie ma szans na rozwój innych inwestycji – uniemożliwiają one agroturystykę, powodują spadek wartości gruntów i nieruchomości nawet o 50 %. 79,2 % badanych osób zadeklarowało, że nie kupiłoby domu w odległości 1 kilometra od fermy futrzarskiej.

Protest przeciw rozbudowie fermy norek w Cieszynie

Regulacje prawne na świecie

Te zmiany nie dotyczą jedynie Polski. Coraz więcej krajów wprowadza zakaz hodowli zwierząt na futra. Pierwsze zakazy pojawiły się w Wielkiej Brytanii (2000) i Austrii (2005). W 2012 roku zakaz wprowadziła Holandia, będąca ówcześnie drugim największym producentem futer na świecie, deklarując całkowite wycofanie ferm do 2024 roku. We wrześniu 2020 roku ferm norek zakazała Francja, mająca wycofać je całkowicie do 2025.

Regulacje prawne przemysłu futrzarskiego na świecie
Źródło: https://www.furfreealliance.com/fur-bans/

Firmy przeciwne futrom

Ze sprzedaży futer zdecydowanie rezygnują także marki odzieżowe. Do programu kampanii Sklepy Wolne od Futer (Fur Free Retailer) należy ponad 1000 firm, marek i projektantów z całego świata, m.in. Gucci czy Versace. Wśród polskich marek są to np. Wojas czy Kazar.

Od przemysłu futrzarskiego odcinają się również firmy i spółki handlowe. Wiele banków i inwestorów deklaruje brak poparcia oraz nie nawiązywanie współpracy z jednostkami zaangażowanymi w hodowle futerkowe.

„W kwestii dobrostanu zwierząt, zaniechanie dotrzymania kroku zmieniającym się oczekiwaniom konsumentów i warunkom rynkowym, może spowodować utratę przez firmy i ich inwestorów pozycji rynkowej na rosnącym rynku światowym.”[1]

– The World Bank’s International Finance Corporation

„Wobec szybko zmieniających się priorytetów, firmy mogą postawić się w najkorzystniejszej sytuacji poprzez przewidywanie zmian opinii publicznej zamiast czekania na cios ze strony fali zmian.”[2]

– BlackRock Investments

“Glass Lewis wierzy, że rozważne zarządzanie to szacowanie potencjalnego odsłonięcia na ryzyka związane z polityką dobrobytu zwierząt. Konkretniej, wierzymy, że firma powinna rozważać swoje narażenie na regulacyjne, prawne i reputacyjne ryzyko związane z prowadzoną polityką i działaniem odnośnie dobrostanu zwierząt. Jak już się przekonano, zaniechanie podjęcia działania w sprawie konkretnych problemów, może pociągnąć ryzyko zmniejszonej bazy klientów i potencjalnych kosztownych sporów.”[3]

– Glass Lewis

Holenderska spółka bankowa, Rabobank, główny finansista światowego rolnictwa, teraz wyraźnie wyklucza „przyjmowanie nowych klientów zaangażowanych w przemysł futrzarski i poszerzanie istniejących relacji z klientami zaangażowanymi w futrzarskie aktywności.”[4]

Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, międzynarodowa instytucja finansowa 69-ciu krajów, dostarczająca około 10 bilionów funtów rocznie, zadeklarował, że bank nie będzie bezpośrednio lub pośrednio finansował poprzez pośredników – włączając „przetrzymywanie zwierząt dla celu produkcji futer i jakiekolwiek działania angażujących ich produkcję.”[5]

Northern Trust deklaruje, że przy wyborze firm, w które inwestuje „generalnie głosuje za propozycjami żądającymi większego ujawniania sprawozdań dotyczących kwestii traktowania zwierząt, które mogą mieć wpływ na działanie i produkty spółki.” [6]

ING, które odnosi się do przemocy wobec zwierząt jako istotnego problemu, wprowadziło politykę żądającą od firm, w które inwestuje przestrzegania konkretnych kryteriów dobrostanu zwierząt. Wystrzega się finansowania „użycia zagrożonych gatunków dla celów komercyjnych, ferm futrzarskich, handlu i wytwarzania produktów futrzarskich, wśród innych praktyk.”[7]

Citygroup wnioskuje, że „główne ryzyka” zagrażające firmom obejmują „kwestie okrucieństwa wobec zwierząt”.[8]

Źródła:

[1]https://www.sec.gov/Archives/edgar/data/100493/000121465913007203/j1220130px14a6g.htm

[2] https://www.reuters.com/article/usa-funds-food/big-food-investors-to-meet-on-cage-free-eggs-humane-sourcing-idUSL1N11T1P120150924

[3] https://www.glasslewis.com/wp-content/uploads/2016/11/Guidelines_Shareholder_Initiatives.pdf

[4] https://www.furfreealliance.com/dutch-bank-rabobank-cuts-ties-fur-industry/

[5] file:///D:/Downloads/ebrd-esp-report-invitation-comment-public-disclosure.pdf

[6] https://cdn.northerntrust.com/pws/documents/report-guides/engagement-principles.pdf

[7] https://www.ing.com/Sustainability/Our-Stance/Animal-welfare.htm

[8] https://www.sec.gov/divisions/corpfin/cf-noaction/14a-8/2018/humanesociety072618-14a8.pdf

Categories
aktywizm Jasna Strona Mocy sport

Jak dzięki podnoszeniu ciężarów stałam się lepszą aktywistką (i lepszą osobą )

Marta Mikita to aktywistka od wielu lat związana z ruchem prozwierzęcym, obecnie pełniąca funkcję Operations Manager w Anima International. Oprócz tego, że na co dzień poświęca się walce o poprawę losu zwierząt, Marta trenuje podnoszenie ciężarów – ketlebells. Jeśli chcecie dowiedzieć się, jak aktywność fizyczna pomogła jej stać się lepszą aktywistką, koniecznie przeczytajcie ten tekst!

Większość swego dorosłego życia byłam zaangażowana w ruch związany z prawami zwierząt. Jestem dość wrażliwą osobą, dlatego nie zawsze łatwo było mi zmierzyć się z wyzwaniami, z którymi mierzyłam się każdego dnia. Czasem traciłam poczucie równowagi przez obejrzenie jednego strasznego filmu za dużo, ciężką rozmowę, nieprzyjemny wynik demonstracji lub po prostu wyjście ze swojej strefy komfortu.

Zawsze uważałam, że jako aktywiści musimy być silni psychicznie, żeby sobie radzić. I jest to oczywiście coś, nad czym musimy pracować, nieważne z jakim rodzajem wyzwań musimy się zmierzyć – czy jest to aktywizm, sytuacja w pracy lub w rodzinie (lub kombinacja wszystkich trzech sytuacji). Ale nigdy nie sądziłam, że kultywowanie siły fizycznej ma aż tyle do zaoferowania, że może ułatwić inne zmiany.

Nigdy nie byłam typem sportowca. Oczywiście, brałam udział we wspólnych grach i biegałam w szkole, ale dosyć często omijałam szkolne zajęcia WF-u. Na przestrzeni lat próbowałam jogi, tańca, od czasu do czasu chodziłam na siłownię lub próbowałam ćwiczyć w domu. Nic nie wyszło. Sport nigdy mnie nie uszczęśliwiał, a ze względu na problemy z plecami po prostu żyłam bez regularnego wysiłku fizycznego i – jak zapewne wiele innych osób – czułam się z tym źle, lecz nie na tyle, by coś zmienić.

Źródło: https://animainternational.org/blog/how-lifting-weights-made-me-a-better-activist

A potem jakoś tak wyszło, że mając około 30 lat, poszłam na zajęcia z ketlami i zdecydowałam, że będę na nie uczęszczać raz w tygodniu. Miesiąc później były to dwa razy w tygodniu i… widzicie ten wzór? Tak, później były to trzy, a później cztery razy w tygodniu. Co się stało? Spędziłam dużo czasu zastanawiając się nad tym, więc oto czego się dowiedziałam o swojej zmianie nastawienia.

Zaczęłam delikatnie, w grupie dla początkujących; spotykaliśmy się raz w tygodniu, bez presji, po prostu przyjemne ćwiczenia. Czułam się dobrze w tej grupie. I kiedy zobaczyłam, że czuję się z tym dobrze, chciałam ćwiczyć więcej. Rozsądnie dodałam sobie po prostu jedną sesję w tygodniu, zamiast chodzić tam codziennie, co byłoby zbyt dużym wysiłkiem dla mojego biednego, niewytrenowanego organizmu. I po jakimś czasie, kiedy regularnie uczęszczałam na zajęcia, zaczęłam zauważać efekty. Nie tylko te fizyczne – byłam coraz silniejsza, co łatwo zauważyć, gdy pracujesz z ciężarami. Ale miałam też więcej pewności siebie i poczucia sprawczości. To było tak, jakbym z każdym wyciągnięciem lub każdym osobistym rekordem trochę bardziej wierzyła w siebie.

Aż potem, po dwóch czy trzech latach dostałam się do „Top Teamu” – grupy zaawansowanych adeptów kettlebells, którzy muszą robić trochę wymagających ćwiczeń. Krótko mówiąc, była to najcięższa rzecz, jaką kiedykolwiek fizycznie zrobiłam. Jako osoba, która jeszcze kilka lat wstecz nie była w stanie podnieść najlżejszego ciężaru lub zrobić pojedynczej pompki, poradziłam sobie z wykonaniem tego zadania. Nigdy nie opuszczałam treningów, trzymałam się rygorystycznego planu i diety, koncentrując się na celu jak nigdy wcześniej. Rzadko mówię, że jestem z siebie dumna, ale tym razem naprawdę byłam.

Pomogło mi to na tak wielu poziomach i może zabrzmieć to patetycznie, lecz naprawdę stałam się lepszą osobą. I lepszą aktywistką! Będąc zaangażowana w prawa zwierząt przez tyle lat, doświadczyłam wypalenia, traumy i zastanawiałam się, czy się nie poddać. Patrząc na to dziś, brakowało mi nie tylko wsparcia, ale również elastyczności. A treningi pomogły mi ją zbudować.

Źródło: https://animainternational.org/blog/how-lifting-weights-made-me-a-better-activist

Często odczuwam stres, zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Ale wiem, że na wiele z moich problemów mogę spojrzeć z lepszej perspektywy, gdy pójdę i odbędę wyczerpujący trening. Przez tę godzinę (lub więcej) po prostu koncentruję się na ciężarze, by go nie upuścić, by wykorzystać całą moją siłę, co nie pozwala mi zaprzątać sobie głowy innymi sprawami.

I po tym wszystkim, gdy emocje opadną, czuję się silniejsza i czuję, że bez względu na wszystko poradzę sobie.

Bycie aktywistą nie jest proste. Często może to być dla Ciebie wyzwaniem; nie tylko doświadczysz, ale też będziesz świadkiem rzeczy, o których wolałbyś nie wiedzieć. Ale musimy temu sprostać, ponieważ sytuacja się nie zmieni, jeśli się od niej odwrócimy. Nie możemy pozwolić sobie na ciągłą utratę ludzi, musimy budować silną społeczność – wspierającą, skuteczną i silną psychicznie.

Mocno wierzę, że sport może odgrywać w tym kluczową rolę. Zanim powiesz, że to nie dla Ciebie, wróć na początek tego artykułu. To też „nie było dla mnie”. Miałam około trzydziestu lat – mój organizm nie był ani silny, ani elastyczny. Ale kiedy znajdziesz jakąś aktywność, która sprawia, że czujesz się lepiej, zdrowiej, silniej, dlaczego by nie spróbować? W tych czasach to prostsze niż kiedykolwiek. Możesz dołączyć do jakichś zajęć, znaleźć osobistego trenera, znaleźć grupę, która wspólnie trenuje albo nawet obserwować kanał na YouTube (choć ja mocno wierzę w moc wzajemnego wsparcia, kiedy trenuje się w grupie). Jest tyle różnych aktywności do wyboru. Nie musi to być podnoszenie ciężarów. U mnie to zadziałało, ponieważ jest to połączenie budowania siły z wytrzymałością, ale możesz spróbować sztuk walki, biegania, crossfitu… czegokolwiek, co będzie Ci pasować. Tylko pamiętaj, że pierwszy trening może sprawić, że nie będziesz chcieć więcej. Czasem warto próbować przez miesiąc lub dłużej, by sprawdzić, czy będzie to dla Ciebie dobre.

Znam wielu ludzi z naszej społeczności, którzy by się ze mną zgodzili. Oni również znaleźli idealną dla siebie aktywność fizyczną, co oczywiście nie oznacza, że kiedyś jej nie zmienią. Biegają, wspinają się, chodzą na siłownię, podnoszą ciężary, uprawiają boks, sztuki walki lub grają w tenisa. Możliwości są nieskończone, ale jedną ich wspólną cechą jest to, że każdy z nich intensywnie się w to angażuje oraz regularnie trenuje. Regularność pomaga również odnaleźć stabilność w często gorączkowym życiu aktywisty.

Źródło: https://animainternational.org/blog/how-lifting-weights-made-me-a-better-activist

A czy wiesz, jak wspaniale będziesz się czuć, gdy zrobisz coś po raz pierwszy po długim czasie zwłoki? Moje pierwsze podciągnięcie było dla mnie wielkim świętem!

Naukowcy twierdzą, że sport zmniejsza niepokój, obniża poziom kortyzolu, dodaje energii, odciąga Twój umysł od stresu, zwiększa ilość endorfin, nie wspominając o korzyściach zdrowotnych, jakie przynosi. Lista zalet jest zdecydowanie dłuższa, ale to nic w porównaniu do uczucia spełnienia, jakie czujesz po dobrze wykonanym treningu. Musisz spróbować!

Na treningach nauczyłam się także, że frazes żeby porównywać się tylko ze sobą, a nie z innymi, jest naprawdę ważny i prawdziwy. Każdy z nas ma inne pochodzenie, możliwości, geny, możliwości czasowe… Ja do tej pory borykam się z prostymi rzeczami, które przychodzą z łatwością dla kogoś, kto praktykuje od lat lub po prostu jest bardzo elastyczny. Oczywiście, że czasem mnie to frustruje, ale wtedy staram się sobie przypomnieć, że jeszcze kilka lat temu nie byłabym w stanie zrobić rzeczy, które robię teraz. A jeśli coś nie przychodzi Ci z łatwością, to nie powód, by się poddawać, lecz by wciąż próbować. Fakt, że jeśli zaczynasz ćwiczyć zbyt późno w swoim życiu, prawdopodobnie nie zostaniesz profesjonalnym atletą. Ale to nie oznacza, że nie będziesz czerpać przyjemności z treningu i widzieć tych wszystkich korzyści, które się z tym wiążą.

A więc, jeśli jesteś aktywistą, będzie lepiej zarówno dla Ciebie, jak i dla zwierząt, jeśli choć od czasu do czasu zaangażujesz się w jakąś aktywność sportową – zaufaj mi.

Tekst: Marta Mikita

Tłumaczenie: Paulina Bury

Categories
Cena futra interwencje nasze sukcesy

Lisy, które uratowaliście! ❤

Jako nasi darczyńcy i osoby, które mocno nas wspierają macie bardzo duży (jak nie największy!) wkład w to, co robimy i jak ratujemy zwierzęta. Wiele lisów, które zabraliśmy z miejsc charakteryzujących się okropnymi warunkami bytowymi, mogliśmy zabrać tylko dlatego, że ciągle nas wspieracie i dajecie siłę w trudnych sytuacjach. Ponieważ to właśnie Wy tworzycie Otwarte Klatki, chcielibyśmy przedstawić Wam w jednym artykule sylwetki wszystkich lisków, które dzięki Wam mogą teraz spokojnie i szczęśliwie żyć, z dala od klatek!

Maciek

Jeśli bacznie nas obserwujecie, na pewno już bardzo dobrze znacie lisa Maćka (choćby po tym, co wypisuje na swoim Twitterze! Tak! Maciek ma Twittera!).

Maciek został uratowany przez naszych inspektorów z fermy w Karskach w 2019 roku i trafił pod troskliwą opiekę weterynaryjną, dzięki której powrócił do zdrowia. Niestety w wyniku zaniedbań hodowcy konieczna była amputacja tylnej łapy. Maciek jest już bezpieczny i spokojnie żyje w specjalnie dla niego przygotowanej wolierze. Najbardziej lubi bawić się ze swoją przyjaciółką Klarą i odpoczywać na świeżej trawie i ziemi. 

Na szczęście ferma lisów, z której zabraliśmy Maćka została już zamknięta, i żaden lis nie zostanie tam zabity i oskórowany!

Jaś i Małgosia

lisim rodzeństwem odebranym przez nas z fermy lisów w Kiełczewie koło Kościana w 2015 roku. Małgosia prawie nie miała dwóch łap, a Jaś jednej łapy. Trafiły do małego azylu niedaleko Wrocławia, gdzie dalej mieszka Jaś. Małgosia odeszła od nas w 2019 roku z powodu nasilających się problemów z wątrobą. Mimo że to smutna informacja, bardzo cieszymy się, że przez 4 lata mogła zaznać szczęśliwego życia. 

Dlaczego nazwaliśmy ich Jasiem i Małgosią? Na fermie, w której przebywały przez kilka pierwszych miesięcy swego życia, można było z łatwością wskazać szereg makabrycznych analogii do bajki Braci Grimm o „Jasiu i Małgosi”. 

Jaś i Małgosia

Cyryl i Ferdynand

Lis Ferdynand został odebrany z fermy w Chodzieży w 2016 roku z powodu złego stanu zdrowia. Trafił do poznańskiego starego zoo, gdzie mieszka do dziś.

Historia Cyryla jest nieco inna. Cyryl został w toku śledztwa znaleziony na fermie lisów w Pieczyskach w 2016 roku. Nie powiódł się odbiór interwencyjny, jednak kilka dni później udało się przekonać hodowcę, aby po prostu zrzekł się lisa. Z powodu głębokiej rany konieczna była amputacja jednej łapy. 

Liski mieszkają razem w jednej zagrodzie w poznańskim zoo i już nie obawiają się życia w klatkach. 

Ferdynand i Cyryl

Kira

Kira trafiła do nas z okolic Rzeszowa na drodze interwencji. Jako małe lisie szczenię została zabrana z lasu i umieszczona w ciasnej, zbyt małej klatce. W tej klatce spędziła 5 lat. Bez dostępu do naturalnego środowiska, bez trawy pod łapami i bez swojego lisiego rodzeństwa, od którego została zabrana. Na szczęście Kira już cieszy się dużym wybiegiem i dachem nad głową. A swój wolny czas (którego ma baardzo dużo!) spędza z lisią koleżanką na wspólnych zabawach i gonitwach.

Kira

Felicja, Fabian i Fernando

Między innymi te liski udało nam się odebrać podczas interwencji na fermie w Goliszowie, którą przeprowadziliśmy we wrześniu 2019 roku. Warunki na fermie były jak z horroru. Dookoła leżały sterty odchodów, zgniłego jedzenia, a część zwierząt nie miała dostępu do wody. Na całym terenie unosił się okropny smród. W klatkach oprócz lisów znajdowały się również psy, którymi zajęli się przedstawiciele Ekostraży.

Znaleźliśmy zwierzęta, które bardzo potrzebowały opieki weterynaryjnej i postanowiliśmy je zabrać – były to właśnie m.in. Felicja, Fabian i Fernando. Zostały przebadane i otoczone najlepszą opieką doktora Grzegorza Dziwaka, a potem trafiły do Ośrodka Okresowej Rehabilitacji Zwierząt w Jelonkach, gdzie szczęśliwie żyją do teraz.

Felicja, Fabian i Fernando

“Szczęśliwa 17”

W 2017 roku w wyniku interwencji na fermie futrzarskiej w Raciborsku pod Krakowem udało nam się odebrać 17 lisów. Warunki, jakie tam zastaliśmy były standardowe dla ferm hodujących zwierzęta na futra. Lisy miały do dyspozycji jedynie małe klatki i nie mogły wyrażać naturalnych zachowań.

Na szczęście udało się nam pomóc aż 17 lisom z tej fermy. Część lisów jest w znacznym stopniu kaleka, natomiast wszystkie bez wyjątku okazują radość i entuzjazm, poznając swoje nowe środowisko życia.

Liski odebrane podczas interwencji zamieszkały w różnych ośrodkach w Polsce. Cztery z uratowanych lisów przebywają po sąsiedzku z Cyrylem i Ferdynandem w Starym Zoo w Poznaniu, Tundra i Tajga zamieszkały w Ośrodku Okresowej Rehabilitacji Zwierząt w Jelonkach, lis Bronek rozgościł się w Stajni Benek, a dwa kolejne lisy trafiły do Korabiewic.

Ratujecie nie tylko lisy!

Oczywiście oprócz lisów ratujecie także wiele innych zwierząt, które niestety nie miały okazji dostać własnego imienia. Ale możecie być pewni, że Wasze zaangażowanie zmienia cały ich świat! Dzięki Waszym codziennym wyborom możecie pomagać w ograniczaniu cierpienia zwierząt, nie tylko w Polsce, ale na całym świecie!

Dziękujemy, że jesteście i zawsze dajecie nam siłę w walce o lepsze życie dla zwierząt!

Categories
Jak One To Znoszą?

Niemcy kończą z zabijaniem kurcząt

Nie jest tajemnicą, że przemysłowa produkcja jaj – zwłaszcza w systemie klatkowym – wiąże się z ogromnym cierpieniem kur niosek. Często zapomina się jednak o innych ofiarach przemysłu jajczarskiego: kurczętach płci męskiej, które zazwyczaj mieli się żywcem na krótko po wykluciu. Za sprawą nauki niedawno pojawiła się nadzieja na zakończenie tego koszmaru, a Niemcy już podjęły decyzję: od 2022 roku zabijanie jednodniowych kogucików będzie w tym kraju nielegalne!

Categories
Frankenkurczak

Czym jest “mięso spaghetti”?

Przez dekady hodowcy kur próbowali stworzyć brojlera, który będzie przybierać na masie w nienaturalnie szybkim tempie i przyniesie jak największe zyski ze sprzedaży mięsa. Teraz jednak przemysł hodowlany ponosi ogromne straty, a jednym z powodów jest tzw. „mięso spaghetti”, czyli coraz częściej pojawiająca się choroba brojlerów.

Problem hodowli przemysłowej

Przemysłowa hodowla zwierząt, tak jak i każda inna gałąź przemysłu, nastawiona jest na zysk. Brojlery rosnące w swoim naturalnym tempie nie są w stanie dostarczyć wystarczającej ilości mięsa, dlatego przez lata modyfikowano kurczaki tak, aby zwiększyć przyrost ich tkanki mięśniowej. Udało się to, jednak kosztem wielu chorób. Brojlery przybierają na masie tak szybko, że ich organizm nie nadąża za zmianami, w związku z czymś pojawiają się różne choroby. Większość z nich to wady tkanki mięśniowej oraz układu kostnego. 

Mięso „spaghetti” na długiej liście schorzeń

Najczęstsze zmiany chorobowe u kurczaków dotyczą układu ruchu. Objawy takie jak kalectwo czy brak możliwości poruszania się dotyczą zwykle 2–3% stada, ale zmiany takie jak kulawizny czy krzywica można stwierdzić nawet u 80–90% osobników w stadzie. Każda z tych chorób wiąże się z ogromnym cierpieniem.

W ostatnich dziesięcioleciach znacznie zwiększyła się częstotliwość występowania różnego rodzaju wad mięśni. Choć niektóre z nich mogą mieć podłoże genetyczne, to spora część ma charakter nabyty, powodowany często przez stany zapalne. Należą do nich m.in. mięso „spaghetti” czy choroba oregońska, znana również jako choroba zielonych mięśni.

Fot. Andrew Skowron

Wada tkanki łącznej, czyli mięso „spaghetti”

Jednym z coraz częstszych problemów jest tzw. mięso „spaghetti”, czyli wada śródmięśniowej tkanki łącznej (rodzaju błony). Postępuje ona wraz z wiekiem brojlera i objawia się specyficzną strukturą mięśnia – staje się on miękki, włóknisty i szybko się rozpada. Mięso dotknięte tą wadą jest tak luźne, że możliwe jest wyciągnięcie palcami wiązek włókien mięśniowych. Z tego powodu nadaje się ono wyłącznie do wykorzystania w wyrobach przetworzonych, co powoduje liczne straty finansowe dla przemysłu drobiarskiego. 

Mięsień piersiowy brojlera z wadą „spaghetti” (Giuseppe Maiorano, 2017)

Podsumowanie

Przemysłowa hodowla oraz intensywna selekcja brojlerów doprowadziły do sytuacji, w której zwierzęta te przybierają na masie w tak nienaturalnie szybkim tempie, że różnego rodzaju zmiany chorobowe są nie do uniknięcia. Kurczaki cierpią z powodu wad układu kostnego, układu ruchu, a coraz częściej również z powodu wad mięśni, takich jak mięso „spaghetti”. Negatywne konsekwencje takiego stanu rzeczy odczuwają już fermy, które od lat muszą mierzyć się z coraz większymi stratami finansowymi spowodowanymi niską jakością mięsa. Wygląda na to, że poprawa dobrostanu kurczaków staje się powoli koniecznością nawet dla samych hodowców. 

Źródła

  1. Hodowca drobiu nr 12/2018, str. 44.
  2. Informator drobiarski. Wady mięśni szybko rosnących brojlerów. Dostęp online 23.08.2020 r. [https://informatordrobiarski.pl/jaja-i-ptaki-hodowlane/wady-miesni-szybko-rosnacych-brojlerow/]
  3. Informator drobiarski. Jakość mięsa szybko rosnących brojlerów. Dostęp online 23.08.2020 r. [https://informatordrobiarski.pl/jaja-i-ptaki-hodowlane/jakosc-miesa-szybko-rosnacych-brojlerow/]
  4. Giuseppe Maiorano. Wady mięsa i miopatie pojawiające się u kurcząt brojlerów: implikacje dla współczesnego przemysłu drobiarskiego. Roczniki Naukowe Polskiego Towarzystwa Zootechnicznego, t. 13 (2017), nr 3, 43–51. Dostęp online 23.08.2020 r. [http://rn.ptz.icm.edu.pl/wp-content/uploads/2017/03/Maiorano-pol.pdf]
  5. The Wall Street Journal. Fast-Growth Chickens Produce New Industry Woe: ‘Spaghetti Meat’. Dostęp online 23.08.2020 r. [https://www.wsj.com/articles/fast-growth-chickens-produce-new-industry-woe-spaghetti-meat-11552226401]
Categories
prawa zwierząt Rzecznik Ochrony Zwierząt

Czy można „niechcący” znęcać się nad zwierzęciem?

Hodowcy, którym postawiono zarzut znęcania się nad zwierzętami, często bronią się  argumentem, że owszem, wprawdzie lis, norka czy koń są w bardzo złym stanie – okaleczone, chore, wychudzone – ale stało się to przypadkiem. Hodowca nigdy nie miał zamiaru skrzywdzić zwierzęcia. A przecież przestępstwo znęcania, określone w art. 35 ust. 1 a ustawy o ochronie zwierząt[1], jest przestępstwem umyślnym: po stronie sprawcy musi więc zaistnieć wyraźny zamiar i chęć dokonania czynu zabronionego przez prawo karne. Czy taka „linia obrony” jest słuszna?

Cierpienie zwierzęcia jako skutek uboczny przestępstwa

Uznanie, że przestępstwem jest także krzywdzenie „mimowolne”, gdy cierpienie zwierzęcia nie stanowi celu, ale skutek uboczny działań sprawcy, jest kluczowe dla ochrony prawnej zwierząt hodowlanych. Przecież do rzadkości należą sytuacje, gdy osoba utrzymująca takie zwierzę pragnie celowo zadać mu ból. Zwierzęta hodowlane padają zwykle ofiarą swoistych „oszczędności”: właściciel chce umieścić jak najwięcej zwierząt na małej przestrzeni, ograniczyć wydatki na opiekę weterynaryjną. Czasami jego celem jest np. zebranie jak największej sumy opłat od turystów, którzy korzystają z przewozu wozem ciągniętym przez konie na trasie do Morskiego Oka.

Artykuł 6 ust. 2 ustawy o ochronie zwierząt jasno określa, że znęcanie się nad zwierzętami to zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania im bólu lub cierpień. Przepis ten wymienia także różne przykłady zachowań, które ustawodawca uznał za znęcanie się nad zwierzętami. Wymienia je dlatego, że zdarzają się najczęściej, są najbardziej typowe (nie jest jednak wykluczone, że inne działanie także może zostać uznane przez sąd za znęcanie się – o ile tylko jest świadomym wyrządzaniem zwierzęciu krzywdy).

Przykłady znęcania się nad zwierzętami w świetle przepisów

Przykłady znęcania się nad zwierzętami wskazane w przepisie można podzielić na dwie grupy. Do pierwszej z nich należą takie działania, których celem jest ból i cierpienie zwierzęcia: ktoś umyślnie rani lub okalecza zwierzę, złośliwie je straszy lub drażni – sprawca po prostu chce, żeby zwierzę cierpiało, było okaleczone lub wystraszone.

Do drugiej grupy należą czyny, które powodują cierpienie lub ból zwierzęcia, jednak właściwym celem sprawcy jest np. zaoszczędzenie na kosztach hodowli, zwiększenie zysków bądź po prostu pozbycie się psa czy kota, który jest dla opiekuna „kłopotem”. Sprawca może w ogóle nie działać w jakimkolwiek szczególnym celu, tylko np. notorycznie nie dbać o nakarmienie i napojenie zwierzęcia. Jednak skutki takich czynów bywają równie tragiczne jak skutki okrucieństwa wyrządzanego z premedytacją.

fot. Andrew Skowron

Z tych powodów ustawodawca zdecydował, że popełnia przestępstwo również ta osoba, która np. przeciąża zwierzęta pociągowe i juczne ładunkami wyraźnie nieodpowiadającymi ich sile i kondycji, transportuje zwierzęta w sposób powodujący zbędne cierpienie i stres, utrzymuje zwierzę w stanie skrajnego zaniedbania czy niechlujstwa czy też je porzuca. Skoro przestępstwem jest np. znakowanie zwierząt przez wypalanie lub wymrażanie, to trudno racjonalnie argumentować, że popełnia to przestępstwo wyłącznie osoba, która stosuje takie znakowanie jako wymyślną formę celowych tortur, a nie łamie prawa znakujący zwierzęta hodowca, któremu cierpienie zwierząt jest „tylko” obojętne. Nawet jeśli sprawca nie miał zamiaru zadać cierpienia zwierzęciu, to jego działanie – zabronione przez ustawę – było działaniem świadomym i krzywdzącym.

Co na to organy ścigania oraz sądy?

Brzmienie przepisów nie budzi zatem wątpliwości. Niestety, okazuje się, że organy ścigania i sądy często niewłaściwie odczytują ich sens i ustalają w pierwszym rzędzie, czy sprawca chciał skrzywdzić zwierzę. W uzasadnieniach wydawanych orzeczeń tłumaczą, że skoro przestępstwo znęcania się jest przestępstwem umyślnym, to jeśli sprawca nie chce skrzywdzić zwierzęcia, przestępstwa nie popełnia. Wiele takich wypadków opisuje raport „Jak Polacy znęcają się nad zwierzętami?”, przygotowany w 2016 r. przez Fundację Czarna Owca Pana Kota i Stowarzyszenie Ochrony Zwierząt Ekostraż[2].

Przykładowo, Komenda Powiatowa Policji w Lęborku umorzyła dochodzenie w sprawie długotrwałego utrzymywania zwierząt na uwięzi, bez dostępu do wody i pokarmu mimo wysokiej temperatury otoczenia, gdyż gospodarz nie miał zamiaru znęcania się nad bydłem[3]. Z kolei według Prokuratury Rejonowej w Aleksandrowie Kujawskim nie zaistniało przestępstwo, skoro sprawca licznych obrażeń psa, zadanych poprzez kopanie, nie działał w celu zadania zwierzęciu cierpienia, tylko chciał usunąć ze swojej posesji psa należącego do sąsiadów.[4] Natomiast Prokuratura Rejonowa w Opolu umorzyła postępowanie wobec osoby, która pozostawiła psa na wiele godzin w rozgrzanym samochodzie na parkingu centrum handlowego, gdyż celem działań opiekuna były „szybkie zakupy”, a nie chęć zadania zwierzęciu cierpienia[5].

Stanowisko Sądu Najwyższego

Z takim rozumieniem „umyślnego znęcania się” nie zgadza się Sąd Najwyższy: w orzecznictwie najwyższej instancji sądowej wielokrotnie podkreślano, że nawet jeśli w działaniu sprawcy brak elementu złej woli, chęci wyrządzenia krzywdy zwierzęciu, to można je traktować jako czyn popełniony umyślnie. W wyroku z dnia 16 listopada 2009 r.[6] Sąd Najwyższy rozpatrywał sprawę – trwającego ponad 9 lat – znęcania się nad niedźwiedziem o imieniu Mago, przetrzymywanym we wrocławskim ogrodzie zoologicznym w warunkach nieodpowiednich do przetrzymywania jakiegokolwiek zwierzęcia: w klatce uniemożliwiającej misiowi zachowanie naturalnej pozycji, bez dostępu do naturalnego światła oraz w praktycznie całkowitej izolacji od świata zewnętrznego; zwierzęciu nie zapewniono także przedmiotów (zabawek), kompensujących drastyczną deprywację ruchu i naturalnej stymulacji.

Sądy niższych instancji uznały, że skoro Mago po prawie 10 latach wciąż żył, to znaczy, że miał dobre warunki bytowania, bo gdyby były one złe, to miś by dawno padł. Nawet jednak jeśli przyjąć, iż pomieszczenie zapewniane misiowi nie było odpowiednie – argumentował Sąd –  to oskarżony, umieszczając tam niedźwiedzia Mago, nie kierował się chęcią zadania zwierzęciu bólu lub cierpienia.

Jednak Sąd Najwyższy nie zaakceptował tego poglądu: po pierwsze, niewłaściwe warunki bytowania to nie tylko te, które skutkują pogorszeniem kondycji fizycznej, zaburzeniami behawioralnymi lub śmiercią zwierzęcia – zwierzę nie musi stracić życia, by sprawcy można było przypisać przestępstwo. Po drugie, umyślność działania sprawcy nie zawsze polega na tym, że chce on zadać cierpienie czy ból – pojęcie czynu umyślnego odnosi się do samej „czynności sprawczej”, wymienionej w art. 6 ust. 2 ustawy o ochronie zwierząt: świadomym utrzymywaniu zwierzęcia w niewłaściwych warunkach, celowym przeciążaniu zwierzęcia, biciu czy porzuceniu zwierzęcia (nawet jeśli sprawca chce jedynie pozbyć się zwierzęcia, nie działa w celu skrzywdzenia).

To ustawodawca zdecydował, że czyny wymienione w przepisie stanowią znęcanie się nad zwierzęciem – skoro sprawca je z rozmysłem podejmuje, to znaczy, że działa umyślnie. Co więcej, nawet takie działanie, którego przepis wśród przykładów znęcania nie wymienia, będzie uznane za znęcanie, jeśli obiektywnie jest działaniem krzywdzącym. Czy sprawca w ten sposób chce skrzywdzić zwierzę, czy np. tylko zarobić, jest kwestią drugorzędną.

fot. Konrad Łoziński

Ten sam pogląd Sąd Najwyższy podtrzymał w orzeczeniu z dnia 13 grudnia 2016 r.[7] dotyczącym sprzedaży żywych karpi, które sprzedawcy pakowali do foliowych toreb bez wody. W uzasadnieniu orzeczenia podkreślono, że „znęcaniem się” jest nie tylko działanie nacechowane złą wolą i mające na celu nadmierne zadawanie stresu lub cierpienia zwierzęciu. Wystarczy, aby sprawca świadomie podjął czynność, która powoduje ból i cierpienie zwierzęcia (np. pakował ryby do toreb bez dostatecznej ilości wody). Oczywiście, o ile sprzedający nie mogą odpowiadać za sposób przenoszenia przez klientów żywych ryb po opuszczeniu przez nich sklepu, o tyle każdy sprzedawca winien mieć wpływ na sposób pakowania żywych ryb w przypadku ich sprzedaży. Sąd Najwyższy przypomniał, że znęcaniem jest nie tylko zadawanie, ale również dopuszczenie do zadawania bólu lub cierpień zwierzętom.

Natomiast w lipcu bieżącego roku Sąd Najwyższy orzekał w sprawie dotyczącej nielegalnej hodowli psów i bardzo złych warunków, w których przebywały te zwierzęta. Jak wynika z ustnych motywów orzeczenia (uzasadnienie pisemne nie zostało jeszcze opublikowane), po raz kolejny Sąd Najwyższy uznał, że sprawca takiego przestępstwa nie może się zasłaniać tym, iż nie chciał skrzywdzić zwierząt, skoro podejmowane przez niego działania w sposób obiektywny prowadziły do wyrządzenia zwierzęciu krzywdy[8].

Nie ulega zatem wątpliwości, że linia orzecznicza Sądu Najwyższego jest stabilna, a jego stanowisko co do umyślności znęcania się nad zwierzętami – stanowcze i jednoznaczne.

Mamy nadzieję, że sądy niższych instancji oraz organy ścigania będą właściwie interpretowały przepisy ustawy o ochronie zwierząt: żadna osoba nie może usprawiedliwiać się tym, że nie planowała zwierzęcia skrzywdzić – jeśli jej działania sprawiają zwierzęciu ból i cierpienie, popełnia ona przestępstwo.   

Autorka: Barbara Błońska

Źródła:

[1] Ustawa z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt (t. jedn.: Dz.U. z 2020 r., poz. 638). 

[2] Jak Polacy znęcają się nad zwierzętami. Raport z monitoringu sądów, prokuratur i policji, Kraków–Wrocław 2016, http://ekostraz.pl/raport.pdf

[3] KPP w Lęborku, sygn. akt 2 Ds 356/13

[4] PR w Aleksandrowie Kujawskim, sygn. akt Ds 757/12

[5] PR w Opolu, sygn. akt 3 Ds 1607/13.

[6] sygn. V KK 187/09, publ. LEX nr 553896

[7] sygn. II KK 281/16, LEX nr 2237277

[8] Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 7 lipca 2020 r., sygn. II KK 222/19, podaję za: Wyrok Sądu Najwyższego ws. znęcania się nad zwierzętami, „Rzeczpospolita”, 10 lipca 2020 r., https://www.rp.pl/Prawo-karne/307109939-Wyrok-Sadu-Najwyzszego-ws-znecania-sie-nad-zwierzetami.html

Categories
Cena futra przemysł mięsny

Badanie CBOS: ponad połowa Polaków chce, żeby prezydent podpisał “piątkę dla zwierząt”

Na przełomie września i października Centrum Badania Opinii Społecznej na zlecenie Otwartych Klatek i Fundacji Viva! przeprowadziło badanie wśród obywateli i obywatelek Polski w kwestii ich nastawienia do projektu nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, zwanej “piątką dla zwierząt”. Ponad połowa społeczeństwa popiera ustawę i chce, żeby prezydent Andrzej Duda ją podpisał. Co ciekawe, wśród zwolenników ustawy znajdują się wyborcy wszystkich partii politycznych.

nasze zdjęcia wykorzystane podczas debaty w Sejmie o Piątce Dla Zwierząt

Badanie zostało przeprowadzone między 30 września a 9 października br. na reprezentatywnej grupie 1133 osób, a jego wyniki zostały opublikowane 16 października przez organizacje Otwarte Klatki oraz Viva! Akcja dla Zwierząt. Ankietowani mieli odpowiedzieć na jedno pytanie: Czy, Pana(i) zdaniem, Prezydent Andrzej Duda powinien podpisać nowelizację ustawy o ochronie zwierząt, nazywaną potocznie w mediach ‘piątką dla zwierząt’, której celem jest poprawa ochrony zwierząt w Polsce?. Ponad połowa (56,6%) badanych odpowiedziała twierdząco (odpowiedzi “zdecydowanie tak” i “raczej tak”), natomiast swój sprzeciw wobec uchwalenia proponowanej ustawy wyraziło jedynie 18,7% ankietowanych (odpowiedzi “zdecydowanie nie” i “raczej nie”). 8,1% nie ma zdania w tej kwestii, ponieważ nie słyszała wcześniej o ustawie. Pozostali odpowiedzieli “trudno powiedzieć” (14,8%) lub odmówili odpowiedzi na pytanie (1,7%).

“Piątka dla zwierząt” ponad wszelkimi podziałami

Z badania wynika, że “piątkę dla zwierząt” popierają zarówno mieszkańcy dużych miast (64,5%), jak i wsi (55,5%). Badanie pokazało również, że przestrogi rzucane przez producentów mięsa i futer o malejącym poparciu Prawa i Sprawiedliwości nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości. Aż 68,7% ankietowanych, którzy deklarują znajomość ustawy i głosowali na PiS, chce żeby prezydent Andrzej Duda podpisał “piątkę dla zwierząt”. Co ciekawe, nowelizację pochwala także znaczna część (54,1%) wyborców PSL, partii, która głośno oponuje przeciwko uchwaleniem ustawy.

Producenci mięsa i futer twierdzą, że są głosem społeczeństwa i bronią jego interesów. Kolejne badania pokazują jednak, że polskie społeczeństwo pragnie lepszej ochrony prawnej zwierząt, a jedyne interesy, jakich bronią hodowcy, są ich własne. Badanie CBOS potwierdza, że troska o dobro zwierząt nie ma barw politycznych, a zwolennicy “piątki dla zwierząt” są liczni wśród wyborców wszystkich partii.

Paweł Rawicki, prezes Otwartych Klatek
mieszkańcy wsi protestujący przeciwko fermie futrzarskiej

Co dalej z ustawą?

14 października Senat przegłosował przyjęcie nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt wraz z poprawkami, wydłużając m.in. okres wygaszenia hodowli zwierząt futerkowych do 31 lipca 2023 roku oraz uboju krów bez ogłuszenia do końca 2025 roku. Ustawa z poprawkami wraca do Sejmu, głosowanie odbędzie się prawdopodobnie na początku listopada. Po głosowaniu w Sejmie, niezależnie od stanowiska posłów wobec zaproponowanych w Senacie poprawek, ustawa zostanie skierowana do prezydenta Andrzeja Dudy. Mamy nadzieję, że prezydent weźmie pod uwagę nastroje obywateli i obywatelek Polski i spełni ich oczekiwania w kwestii poprawy ochrony zwierząt w naszym kraju.
Pełne wyniki badania dostępne są pod tym linkiem.

Categories
ryby

Największe sieci sklepów na Litwie nie będą już sprzedawać żywych ryb. Co z polskimi sklepami?

Sprzedaż żywych ryb na Litwie

Na Litwie żywe ryby sprzedawane są nie tylko przed świętami Bożego Narodzenia, lecz także przed Wielkanocą oraz na inne okazje w ciągu całego roku, np. na wesela. Podobnie jak w Polsce, na Litwie także sprzedaż żywych ryb wiąże się nierozerwalnie z ich cierpieniem. Na szczęście jednak dzięki działaniom aktywistów Tušti narvai, odpowiednika Otwartych Klatek na Litwie, największe litewskie sieci sklepów zobowiązały się do wycofania żywych ryb ze sprzedaży do końca 2020 roku.

Kampania mająca na celu przekonanie litewskich sieci sklepów do rezygnacji ze sprzedaży żywego karpia rozpoczęła się w 2018 roku. Od tego czasu aktywiści kontaktowali się z przedstawicielami sklepów oraz dokumentowali cierpienie ryb. Dzięki ich działaniom największe sieci supermarketów – IKI, Rimi i Maxima – zobowiązały się do wycofania żywych ryb ze sprzedaży. Decyzja jedynie jednej z nich, IKI, oznacza, że przed zbędnym cierpieniem uchronione zostało 50 tysięcy zwierząt rocznie, głównie karpi.

Fot. Andrew Skowron

Czy polskie supermarkety troszczą się o dobrostan ryb?

Część supermarketów w Polsce także zrezygnowała już ze sprzedaży żywych karpi. Decyzję taką podjęły już m. in. Kaufland czy Selgros, a ostatnio o stopniowym wycofywaniu żywego karpia ze sprzedaży poinformował także Carrefour. Ostatnie duże sieci sklepów, które wciąż nie podjęły decyzji mającej na celu ochronę zwierząt przed zbędnym cierpieniem, są E.Leclerc oraz Makro. Mamy nadzieję, że również te sieci pójdą za dobrym przykładem innych supermarketów działających w Polsce, a także tych z Litwy.

Fot. Andrew Skowron

Taka decyzja bez wątpienia przyczyniłaby się w znaczącym stopniu do polepszania losu zwierząt, którym wedle prawa należy się humanitarne traktowanie. Niestety sprzedaż żywych ryb nie może być zgodna z poszanowaniem dobrostanu zwierząt. 

Pomóż nam przekonać Makro i E.Leclerc do podjęcia właściwej decyzji!

Categories
prawa zwierząt przemysł mięsny

Najnowszy raport o uboju rytualnym ujawnia nieczyste zagrywki branży mięsnej i niektórych polityków

Kwestia zakazu uboju rytualnego rozpaliła dyskusję pomiędzy przedstawicielami branży mięsnej, którzy przekonują, że bez uboju religijnego upadnie polskie rolnictwo, a politykami, którzy twierdzą, że ubój taki ma marginalne znaczenie dla gospodarki. Naukowcy z ZOBSiE postanowili sprawdzić, kto ma rację. Wyniki okazały się zaskakujące.

Jaka jest rola uboju rytualnego dla polskiej gospodarki?

Znaczna część zwierząt ubijanych w Polsce z przeznaczeniem na mięso przed samym uśmierceniem jest pozbawiana świadomości, aby oszczędzić im dodatkowego cierpienia. Jednak część zwierząt – z przyczyn religijnych – jest także zabijana przez poderżnięcie gardła bez uprzedniego pozbawienia świadomości. Ubój taki wiąże się z bardzo dużym cierpieniem zwierząt, ale – jak przekonują hodowcy bydła – jest opłacalny, ponieważ w zdecydowanej większości trafia na eksport. Nad problemem tym postanowili pochylić się parlamentarzyści i we wrześniu niemal jednogłośnie przegłosowali nowelizację ustawy o ochronie zwierząt, która zakazuje tego rodzaju uboju z wyjątkiem potrzeb grup wyznaniowych mieszkających w Polsce.

krowy hodowane na mięso/ fot. Andrew Skowron

Mimo tego, że wcześniej temat uboju zwierząt bez pozbawienia świadomości był marginalny i występował jedynie na peryferiach oficjalnych raportów poświęconych eksportowi polskiego mięsa, od początku września kolejni politycy i przedstawiciele branż hodowlanych podają na jego temat dane niewiadomego pochodzenia i zupełnie nieprzystające do siebie szacunki liczbowe.

Ilona Rabizo, aktywistka Otwartych Klatek

Naukowcy z Zachodniego Ośrodka Badań Społecznych i Ekonomicznych postanowili powiedzieć “sprawdzam” i przyjrzeć się liczbom podawanym w toku dyskusji nad ograniczeniem uboju bez ogłuszenia.

Ubój rytualny według PSL

Władysław Kosiniak-Kamysz (PSL) podczas wywiadu radiowego wskazywał na to, że 40% eksportu polskiego drobiu to mięso pochodzące z uboju na cele religijne. Analiza odsetku ludności muzułmańskiej zamieszkującej kraje głównych kierunków eksportu polskiego drobiu wykazała, że zaledwie 5,5% eksportu stanowi mięso z uboju na cele religijne. Kosiniak-Kamysz zawyżył zatem wielkość takiego eksportu aż siedmiokrotnie!

Jeszcze bardziej pomylił się (bądź celowo wprowadził w błąd opinię publiczną) poseł PSL Marek Sawicki. Szacował on wartość eksportu mięsa z uboju rytualnego na 20 mld złotych. Autorzy raportu na podstawie analizy danych GUS w odniesieniu do ostatnich 10 lat wskazują, że wartość eksportu produktów pochodzących z uboju rytualnego wynosi niespełna 1,5 mld. To trzynastokrotnie mniej niż twierdził poseł Sawicki.

– Nie jestem szczególnie zdziwiony tym, że przedstawiciele branży mięsnej są w stanie aż tak zawyżać dane i opowiadać, że bez uboju rytualnego upadnie polskie rolnictwo. Wcześniej futrzarze odprowadzający rocznie zaledwie 10 milionów złotych podatków twierdzili, że bez nich zabraknie pieniędzy na program 500+, którego realizacja to ponad 40 miliardów złotych, a w 1997 r., gdy zakazywano przymusowego tuczu gęsi, przekonywano, że bez tego upadnie polska gospodarka. Te metody się nie zmieniają.

Cezary Wyszyński z Fundacji Viva!
kurczaki podczas uboju/ fot. Andrews Skowron

Co więcej, dokładna analiza pokazała, że mimo tego, że w latach 2013-2014 obowiązywał w Polsce zakaz uboju rytualnego, w żaden sposób nie wpłynęło to na ówczesną produkcję drobiu. Mógł mieć na to wpływ fakt, że w Europie Zachodniej aż w 80% przypadkach uboju halal stosuje się ogłuszanie przed uśmierceniem zwierzęcia. Jest to tzw. ubój miękki i pozostaje zgodny z religijnymi wytycznymi – tłumaczy prezes Otwartych Klatek, Paweł Rawicki. W Polsce sytuacja może wyglądać podobnie.

Realne znaczenie gospodarcze uboju rytualnego

Badacze wskazują, że także Wiesław Różański, prezes Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego, wprowadzał w błąd polskich parlamentarzystów, mówiąc, że udział wołowiny koszernej i halal w polskim eksporcie wynosi aż 70%. Liczby tej nie potwierdzają żadne dane ani analizy, a realny udział produktów pochodzących z uboju rytualnego w eksporcie wołowiny oscyluje wokół 20%.

Jednocześnie, jak zauważają autorzy raportu, wprowadzenie zakazu uboju bez ogłuszenia w Nowej Zelandii w 2010 roku nie spowodowało spadku produkcji mięsa drobiowego ani wołowego, a także spadku eksportu mięsa, a mięso uznawane za halal jest ciągle wywożone do innych krajów.

Być może prawdziwą motywacją, dla której hodowcy drobiu podnoszą w tej chwili alarm, jest fakt, że wprowadzenie ograniczenia uboju bez ogłuszenia wiązałoby się dla nich z dodatkowymi kontrolami służb państwowych? – zastanawia się Jarosław Urbański z ZOBSiE, jeden z autorów raportu. Jak mówi: – Do tej pory w opracowaniach i raportach branżowych kwestia dotycząca wielkości produkcji koszernej i halal nie była szczególnie analizowana, czego należałoby się spodziewać w świetle obecnych deklaracji na temat rangi tego typu produkcji dla polskiego rolnictwa i gospodarki.

Opublikowany przez ZOBSiE raport jest pierwszym raportem analizującym wpływ ograniczenia uboju bez ogłuszenia na polską gospodarkę. Przedstawiciele organizacji działających na rzecz ochrony zwierząt zaznaczają, że zamierzają rozesłać raport do wszystkich parlamentarzystów, aby odczarować dane wielokrotnie zawyżane w debacie publicznej.

Categories
Cena futra

Dlaczego butiki powinny być wolne od futer?

Często spotykamy się z argumentem ze strony firm sprzedających ubrania różnych marek odzieżowych, że nie mają one wpływu na to, jakich materiałów używają ich dostawcy. Jeżeli chcesz dowiedzieć się, dlaczego nie jest to dobry argument, przeczytaj nasz artykuł!

1. Niektóre butiki już zadeklarowały, że są wolne od futer!

Skoro takie firmy, jak Zalando czy Net-à-porter zadeklarowały, że nie kupimy u nich żadnych produktów z futrem, to najwyraźniej jest to możliwe! Każdy sklep ma wpływ na to, co sprzedaje – wystarczy poinformować o swojej decyzji dostawców i nie kupować produktów naznaczonych cierpieniem zwierząt. Oczywiście zdarza się, że podpisane wcześniej długoterminowe kontrakty uniemożliwiają natychmiastowe wycofanie futer ze sprzedaży, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby podpisać deklarację dotyczącą przyszłej daty i wycofać futra od kolejnego sezonu.

Fot. Andrew Skowron

2. Decyzje butików mają duże znaczenie

Decydując się na wycofanie ze sprzedaży produktów z futrami, butik wysyła sygnał do swoich dostawców, dotyczący oczekiwań konsumentów i zmian na rynku. Może to stanowić ważny impuls, aby firmy, które jeszcze tego nie zrobiły, wycofały futra ze swoich kolekcji.

3. Coraz więcej firm jest wolnych od futer

Z każdym rokiem coraz większa liczba firm dołącza do międzynarodowego programu Sklepy Wolne od Futer. Coraz bardziej prawdopodobne jest więc, że decyzja butiku będzie zgodna z kierunkiem, w którym podążają dostawcy.

Fot.Andrew Skowron

4. Nie warto zostawać w tyle

Sprzedawcy, którzy nie kwapią się do wycofania futer, ryzykują, że zostaną zapamiętani jako ci, którzy do ostatniej chwili zwlekali z zajęciem się kwestią dobrostanu zwierząt. Trend rezygnacji z futer naturalnych nabiera coraz większego rozpędu. Dlaczego więc nie być częścią tej zmiany, przyczyniając się do poprawy losu zwierząt, zgodnie z oczekiwaniami konsumentów? Butiki, które zwlekają z podjęciem tej decyzji, podejmują ryzyko bycia kojarzonymi z ogromnym cierpieniem zwierząt – na przykład takim, jakie nasze śledztwo ujawniło na fermie w Góreczkach.

Fot. Otwarte Klatki

Chcesz pomóc zakończyć okrutną hodowlę zwierząt na futra w Polsce? Podpisz petycję i razem z nami zmieniaj los zwierząt!